22 kwietnia 2017

Samantha Shannon "Czas Żniw"

Zakochałam się...
No, ale podobno jestem bardzo niestała w uczuciach.
Co ja poradzę na to, że jest tylu cudownych bohaterów literackich, którzy potrzebują miłości?

Cześć wszystkim!

Tego nieszczególnie pięknego dnia zasiadam wygodnie na fotelu, aby przedstawić wam moją opinię na temat "Czasu Żniw" Samanthy Shannon, w którym się zakochałam. W całej książce mogę się przyczepić tylko do jednej sceny. Tylko, albo dla niektórych aż, jednej. Której? Na końcu będzie link dla chętnych.
Słyszałam wiele opinii, że początek się ciągnie, ale mi on minął jak z bicza strzelił. Cudowne wprowadzenie. Co prawda wciąż nie do końca ogarniam ich system wartości, ale mówi się trudno.

I za nim przejdziemy do konkretów, jak to mówi Anita:
Łączmy się okładkowe sroki!


Sięgając po tę pozycję nie wiedziałam o niej z zbyt wiele. Ogólnie wiedziałam, że jest tam Londyn, jasnowidze i Szeol I. No i że książka jest genialna. Opisu nie czytałam, co zdarza mi się rzadko, ale raz na jakiś czas trzeba zaszaleć.

Mamy tam nasz świat, ale nie nasz świat. Mamy tam Londyn, ale nie ten nasz Londydn. Coś w stylu jak wyglądałaby nasza przyszłość, gdyby istnieli jasnowidze.
Paige Mahoney to główna postać całej serii Samanthy Shannon. Jak można się domyślić jest ona jasnowidzem, w dodatku bardzo rzadkim. Jest członkinią gangu, który skupia jasnowidzów, ale pewnego dnia zostaje schwytana i budzi się... w Oksfordzie, który aktualnie nosi nazwę Kolonia Karna Szeol I. Rządzą tam Rafaici, dziwne istoty nie do końca z tego świata. Jak to w takich chwilach bywa myślą przewodnią jest ucieczka.

Podczas czytania towarzyszy nam jedna myśli. Więcej, więcej. Książka niesamowicie wciąga i gdybym mogła przeczytałabym ją w jeden dzień, ale dnia mi nie starczyło, więc wszystko rozłożyło się na dwa. Arcturus podbił mi serce zanim się zorientowałam, a za to jedną postać znienawidziłam, a kolejna mnie zauroczyła. Czemu tacy mężczyźni nie istnieją, gdzieś w dostępnych dla mnie rejonach? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi.
Więc podsumowując, polecam gorąco. Nie zniechęcać się na początku, no chyba, że było by bardzo źle. Czytać!

Mam przez to kaca książkowego, a czeka na mnie Zakon Mimów...

Wydawnictwo: SQN
Data premiery: 6.11.2013
Ilość stron: 520

UWAGA! SPOILER! (krótki)

18 kwietnia 2017

S.J. Kincaid "Diabolika"

Witam was wszystkich! 

Z racji tego, że Zuza postanowiła zrobić na grupie KulturalniK42 dyskusję na temat "Diaboliki", stwierdziłam, że muszę ją jak najszybciej przeczytać. Ja bym nie wzięła w niej udziału? Nie ma mowy! Tak, więc nie patrząc na porę dnia i nocy, czytałam aż przeczytałam. Co tam, że mam egzaminy. "Diabolika" ważniejsza. Tak, więc na przemian uczyłam się historii i czytałam. Czytania było więcej niż nauki oczywiście...

Myślę, że każdy kto kiedykolwiek pisał recenzje jest świadom tego, że niektóre książki trudno jest zrecenzować. Czytając opis "Diaboliki" spodziewałam się czegoś zupełnie innego i dostałam coś o niebo lepszego. Naprawdę. Przysięgam. Słowo honoru!

Zostałam sponiewierana. Bardzo sponiewierana. W prawo, w lewo i tak dalej. Tylu zwrotów akcji w jednej książce dawno nie zaznałam. W jednym momencie myślałam "Wiedziałam, że tak będzie!", a w drugim "Co tu się do jasnej ciasnej stało?". Nie mogę pozbierać myśli, ale postarajmy się i będzie dobrze, będzie zdatnie.
No i oczywiście nie byłabym sobą, gdyby nie zwróciła uwagi na cudną okładkę. Świetna robota, cudna! Ten motyl... Bajka dla moich oczu.


W książce poznajemy historię Nemezis, diaboliki, stworzonej, aby chronić jedną osobę. Tą osobą jest córka senatora von Impiriam, Sydonia. Nemezis jest istotą stworzoną by zabijać i nikomu nawet nie przyszło na myśl, że ktoś taki jak ona może mieć uczucia. Sydonia zostaje wezwana do serca Imperium, ale matka wcale nie zamierza pozwolić jej tam wyjechać. Zamiast niej zostaje wysłana Nemezis.

Kto chce się dowiedzieć jak istota, która teoretycznie nie posiada duszy poradzi sobie w miejscu pełnym żmij? Jeśli ty to do najbliżej księgarni i czytać. Dzień i noc!
Żartuje. Czytanie w nocy jest niezdrowe. Gorąco polecam "Diabolikę" S.J. Kincaid. Z całego serca.

Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery:15.02.2017
Ilość stron:416

16 kwietnia 2017

Danielle L. Jensen Trylogia Klątwy

Dzień dobry ludziska!

Dzisiaj zajmiemy się wychwalaną pod niebiosa Trylogią Klątwy, której autorką jest Danielle L. Jensen. Ogólnie rzecz biorąc seria jest dość dobra, ale cóż mogę się jedynie domyślać czym wszyscy się tak bardzo zachwycają. Słyszałam, że wiele osób było mega zadziwione zakończeniem, ale ja się go od pewnego momentu spodziewałam. Skończenie całości zajęło mi w ogólnym rozrachunku dość dużo czasu, ponieważ gdyż iż nie posiadałam i wciąż nie posiadam wersji książkowej, musiałam czytać na telefonie w formie e-booka. Nie zbyt wygodne. Być może wypłynęło to w pewnym stopniu na to w jaki sposób odebrałam całą serię. Ogólnie sięgnęłam po Trylogię Klątwy  po wysłuchaniu recenzji Mai K., która także z tego co pamiętam bardzo ją zachwalała.

Wkraczamy tutaj w świat magii, Trolii i niesamowicie wielu intryg.

Cecile, genialna śpiewaczka, która spędza ostatnie godziny w swoim rodzinnym mieście, szykuje się do wyjazdu do Trianon, aby tam rozwijać swoją karierę u boku matki, także wybitnej śpiewaczki. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Cecile de Troyes zostaje porwana i sprzedana Trollom, gdzie ma poślubić aroganckiego księcia, Tristana de Montigny, aby klątwa ciążąca na całym gatunku została zdjęta. Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem. Trolle wciąż są uwięzione pod ruinami Samotnej Góry przez zaklęcie, które pięćset lat temu rzuciła czarownica, Anushka. Cecile myśli tylko o tym jak uciec z tego przeklętego miejsca. Nie ułatwia jej tego więź, która wytworzyła się między nią, a księciem.

Okazuje się, że z czasem irytująca więź między nimi zmienia się w coś więcej, jak to zazwyczaj bywa. Cecile odkrywa, że Tristan razem z kilkorgiem przyjaciół ukrywa coś przed swoim ojcem, a zarazem królem, Thibaultem de Montigny. Nasza tytułowa pieśniarka musi się oczywiście dowiedzieć w jakie bagno została wrzucona. No cóż wydaje mi się, że wiemy jak taka ciekawość się zazwyczaj kończy.

Skoro jest to umieszczone w opisach z tyłu książek to myślę, że nie ma co tego ukrywać. Cecile w końcu opuszcza miasto, ale mimo tego nie jest szczęśliwa, ponieważ musiała zostawić tam, teraz już nie tak bardzo aroganckiego, księcia. Dziewczyna zamieszkuje z matką w Trianon i zaczyna brać udział w występach na scenie przed coraz większą publicznością. W między czasie spotka się również z królem Thibaultem, aby dowiedzieć się... No powiedzmy, że po to aby dowiedzieć się jak się miewa Tristan. Okazuje się to kiepskim pomysłem i wszystko się komplikuje z powodu jednej małej przysięgi, którą złożyła. Starania Cecile, aby znaleźć czarownice i zdjąć klątwę wzmagają się i zajmują jej myśli dwadzieścia cztery godziny na dobę. Anushka jednak wciąż się jej wymyka.

Na tym skończymy, aby nie zdradzić wam za dużo. Ogólnie myślę, że gdybym miała szansę przeczytać to jak należy, czyli w formie większej niż tak jakoś 5 cali, to całość wypadła by o niebo lepiej. Polecam tę książę każdemu zapalonemu miłośnikowi fantastyki i oczywiście Trolii. :) Piszcie jakie są wasze odczucia!


Tytuł: Porwana Pieśniarka      Tytuł: Ukryta Łowczyni         Tytuł: Walczna Czarownica
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data premiery:13.01.2016      Data premiery: 20.07.2016     Data premiery: 11.01.2017
Ilość stron: 470                        Ilość stron: 500                        Ilość stron: 400


A teraz czas na życzenia Wielkanocne!
Z całego serducha życzę wam Wesołych Świąt Wielkanocnych,
Smacznego jajka
I oczywiście, aby wasz Śmingus Dyngus był jak najbardziej mokry!

14 kwietnia 2017

Stephen King, Peter Straub "Czarny Dom"

Hej wszystkim! 
Tego przemiłego dnia podczas, którego nie wyszłam jeszcze z domu, przychodzę do was z recenzją książki, o której nie wiem co mam sądzić. Mianowicie mam namyśli "Czarny Dom" autorstwa Stephena Kinga i Petera Strauba. Przyznam, że ta książka była moim trzecim podejściem do Kinga i miała ona zaważyć na tym, czy jeszcze sięgnę po jego twórczość. Pierwsze dwa wrażenia brzmiały: ujdzie w tłumie (Carrie), nigdy w życiu (Oczy smoka). Obecność drugiego autora (aż wstyd się przyznać) zauważyłam dopiero po jakimś czasie i było to moje pierwsze spotkanie z nim.

Zaczynając od początku. Książkę w moim odczuciu mogę podzielić na beznadziejny początek i dobrą resztę. Narracja, z którą mierzyłam się na pierwszych stronach książki była dla mnie po prostu nie do przełknięcia. Pierwsza osoba liczby mnogiej, która epizodycznie przypomniała o swoim istnieniu w trakcie trwania książki... Jeśli chodzi o tę kwestię to tyle.

Teraz skupmy się na głównym bohaterze, którym jest Jack Sawyer. Przez większość czasu miałam wrażenie, że facet ma rozdwojenie jaźni, albo coś w tym stylu. Raz ciepła klucha, a drugi raz twardy glinicjant. Irytujące. Ta druga opcja była zdecydowanie lepsza od tej pierwszej podczas, której zachowywał się jak kobieta z wahaniami nastroju podczas okresu.

Teraz trochę o fabule. W niewielkim miasteczku French Landing "panuje" okrutny seryjny morderca o przezwisku Rybak. Mężczyzna zabija małe dzieci na wzór grasującego na początku XX wieku Alberta Fisha. Wszystko zaczyna i zarazem kończy się na porwaniu małego Tylera Marshalla, który jak wszystko wskazuję, jako jedyny z czwórki dzieci jeszcze żyje. Do śledztwo dołącza Jack "Hollywood" Sawyer, który przeszedł na oficjalną emeryturę w wieku 31 lat, który podobno jako jedyny jest w stanie rozwiązać zagadkę Rybaka.

Wypożyczając tę książek byłam przekonana, że jest to kryminał z niewielką domieszką fantastyki, która jednak jest podstawą do powstania fabuły. Nie masz magii? No to nie masz też naszego kochanego Rybaka. W ogólnym rozrachunku nie jestem pewna, czy dostałam fantastyczny kryminał, czy może kryminalną fantastykę.

Mimo, że wyżej tak narzekam, że to mi nie pasuje, tam to mi nie pasuję, to książka mi się podobała i zostawiam ja z wrażeniem King my się jeszcze spotkamy. Bo fabuła bardzo ciekawa, zakończenie co prawda nieco dziwne i wolałabym, żeby wszystko skończyło się na podium. Ten kto czytał być może wie o co mi chodzi. No i był tam jeden najcudowniejszy w całej książce bohater, którego mi... zabili. Jak spotkam to nie wiem co im zrobię. Jego! Dlaczego akurat jego, a nie tego całego dziennikarza od siedmiu boleści!? Głęboki wdech i wydech. Już jestem spokojna. Nie jest to książka dla każdego, ale całkiem ciekawie się prezentuję, więc ciekawskim oczywiście polecam. :)


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 29.09.2011
Ilość stron: 648

No i okładka oczywiście cudowna!